27 czerwca 2017

Step outside in the midnight rain

[trigger warning: implied self-harm, self-hate tak troszkę ale be safe myszki]

Is the sadness everlasting?



Sebastian Banewood
Satoru Mizumori
(satoru - "szybko uczący się"; "brzask",
mizu - "woda", mori - "las")

Świt 15 lipca 1988 roku

Zmiennokształtność
U  L  U  B  I  O  N  E          T  W  A  R  Z  E



- Dlaczego Satoru?
- Bo urodziłeś się, kiedy słońce jeszcze nie wstało, ale zaglądało już na niebo.
- Naucz mnie japońskiego

- Dlaczego Sebastian?
- Bo Sebastian z Małej Syrenki.
- Nienawidziłeś go.
- Nienawidzę też siebie.

- Satoru..
- Sebastian, mamo! Wszyscy tak do mnie mówią!
- Nie zapomnij kim jesteś, Satoru.
- Sratoru, Sratoru!

- Dlaczego sobie to robisz?
- Bo lubię.
- Przecież to niezdrowe! Zabijesz się kiedyś!
- Taką mam nadzieję.

Mając 23 lat stracił pamięć, nadal nad tym pracuje. Mama jest wszystkim co ma. Nie mieszkają razem. On dzieli mieszkanie z Felicią, najlepszą przyjaciółką, ona swój domek. Mają wystarczająco pieniędzy, by nie pracować do końca życia, a żyć na dość wysokim poziomie - wszystko to dzięki odszkodowaniu i fortunie po Daikim ("wielka chwała") - ojcu Sebastiana. Nie mówimy o rodzinie, a jak mówimy to musisz być ważną osobą. Matka pracuje jako księgowa. On pracuje w całodobowym sklepie, tam, na rogu ulicy. Praktycznie nie sypia, tylko cukier utrzymuje go świadomego. Śpiewa i gotuje. Dużo czyta. Jego japońskie imię i nazwisko znają tylko bliscy mu ludzie, pozwala im tak do siebie mówić. Umie dostosować się do towarzystwa, sam już nie wie kim jest.

CZERWONE NITECZKI


 Love, I think it is.

Shinigami mówi

32 komentarze:

  1. [Hej cześć!
    Gify ukryte pod zmiennokształtnością są fajnym pomysłem, a moc świadomości o położeniu pilota... matko, genialna. Z Sebastiana byłby dobry szpieg, sama chciałabym mieć możliwość zmiany w co tylko chcę, chociaż znając moje szczęście skończyłabym jako leniwiec i zapomniała, że mam jakąkolwiek moc.
    Mam nadzieję, że Sebastian odzyska pamięć, kiedyś się wyśpi i że krwotoki dadzą sobie spokój albo chociaż zmaleją. Niech uważa i nie szaleje z przemianami. I czemu nienawidzi arielkowego Sebastiana?
    Ode mnie - wielu pomysłów, ciekawych wątków, ogromnego zapasu weny i czasu, a przede wszystkim dobrej zabawy! Fajnie, wróciłaś na grupowce i wybrałaś nas. c:]
    Izzy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Ciekawy ten twój pan jest, naprawdę :D
    Gify są cudne, a sama moc jest po prostu świetna :) Życzę miłej zabawy, wielu wątków oraz czasu, a w razie chęci to zapraszam do siebie. Może coś wymyślimy?]

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  3. [O kurcze, kocham moc mamy twojego Sebastiana... Jest naprawdę cudowna ♥ Moc samego chłopaka też... Zawsze jak byłam mała i bawiłam się z dzieciakami w superbohaterów, to ja potrafiłam się zmieniać w zwierzęta - mówię poważnie ^^ Jeśli masz ochotę coś napisać z moją przesłodką Alice, to jestem jak najbardziej za :D Póki co nic nie przychodzi mi do głowy, ale wspólnymi siłami na pewno uda nam się coś ugrać ^^]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć, czołem! Szkoda mi tych krwotoków, szkoda mi Sebastiana, ale przyznam, że moc dostał ciekawą, nawet bardzo. Życzę Wam, aby Sebastian szybko opanował niedogodności związane z mocą, mógł się zmieniać w co chce i kiedy tylko chce :) Witamy serdecznie i cieplutko, bawcie się u nas dobrze i zagrzejcie miejsce na długo!]

    najchłodniejsza, ale sympatyczna 1/3 administracji & Keira Righton

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie ma co się czaić :D Ani ja ani Ian nie gryziemy ;)
    W sumie to miałem nawet jakiś pomysł...czy też i raczej zalążek pomysłu ;)
    Otóż, myślałem o tym aby jakoś wykorzystać moc Sebastiana. Może przyjmiemy, że znali się wcześniej z Ianem? A teraz Ian chciałby "wykorzystać" Sebastiana, na spotkaniu rodzinnym. Sebastian poudawałby przez chwilę jego dziewczynę, a później rozeszliby się do domów....oczywiście Ian jakoś się odwdzięczy :)
    No i w sumie to pomyślałem, że Sebastian może być tym kumplem Iana, który go odwiedza w jego kawalerce ;)
    Przepraszam, za to powyżej, ale ja chyba niestety tak mam, że nie potrafię w sposób ładny i zgrabny przedstawić tego co mi w głowie siedzi xD]

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  6. [To sie cieszę że się podoba :D
    Byłbym wdzięczny za zaczęcie :)]

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  7. [W sumie to mogą być przyjaciółmi, którzy wiedzą o sobie niemalże wszystko :) W sumie byłoby dobrze gdyby znali się kilka lat (może znajomi z podwórka?). W sumie to możemy nawet wykorzystać kiedyś taki wątek, że Ian kiedy był pijany (a także bez mocy bo to kilka miesięcy temu mogło być) powiedział Sebastianowi że bardzo mu się podoba i w sumie to zawsze chciał mu powiedzieć że jest gejem. Takie coś kiedyś po pijaku mógł powiedzieć, a teraz Sebastian mógłby czasem z tego śmieszkować ;)]

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiał się jak to powiedzieć Sebastianowi. Jak wyjaśnić całą tą sytuację, przecież go jak nic wyśmieje! Będzie miał z niego polewkę na najbliższych kilkanaście dni…jeśli nie tygodni. Adams spojrzał w kierunku lodówki, gdzie od około dwóch godzin chłodziło się piwo. Sam praktycznie nie pił…chociaż czasami od biedy, kiedy nie potrafił się uspokoić zaglądał do kufla z piwem. Uśmiechnął się lekko kiedy usłyszał głos kumpla.
    — Cześć. Wchodź, wchodź – powiedział spokojnie. Starał się wyglądać tak aby nie zorientował się, że jest poddenerwowany. Wskazał mu kanapę w niewielkim saloniku kawalerki, chociaż nie musiał tego robić, przecież Sebastian doskonale wiedział gdzie kierować swoje kroki.
    Ian usiadł na kanapie i cicho westchnął. Musiał w końcu coś powiedzieć…ale przecież mógłby chociaż trochę przesunąć to wszystko w czasie.
    — To….emmm… Jak ci minął dzień? – spojrzał na pudełko z pizzą. – mam nadzieję, ze to nie hawajska… nie przepadam za nią – mruknął patrząc na kumpla. – Seba… Czy gdybym miał jakieś kłopoty to pomógłbyś mi? Czy kazałbyś radzić sobie sam?

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  9. Pokiwał lekko głową. Na razie pytanie skierowane w jego stronę przemilczał. Na wszystko przyjdzie czas, więc i na odpowiedź też. Nikomu się nie spieszyło…chociaż Ian przypuszczał, że powinien się pospieszyć z tym pytaniem, bo później może okazać się, że zostanie na lodzie.
    — Nie, stary nie lubię ananasa i dla mnie pizza z ananasem to czysta herezja – powiedział bez ogródek. Nie krył się jakoś ze swoistą nienawiścią do hawajskiej. Swego czasu nawet miał koszulkę z napisem „Wychowany w nienawiści do hawajskiej i marcepanu”.
    Z ochotą wziął kawałek pizzy. Klasyczna taką jaką lubił…w sumie to lubił każdą…z wyjątkiem hawajskiej. Spojrzał na przerażonego Sebastiana. Miał niejakie wyrzuty sumienia teraz, że zaczął w taki sposób. Nie chciał go przestraszyć.
    — Nie. Nie jestem ani umierający, ani nie wpakowałem się w żadne narkotyki – powiedział po czym ugryzł kawałek pizzy. Grał na czas…musiał jakoś to wszystko ładnie i zgrabnie rozegrać. – Bo widzisz… Niedawno rozmawiałem z rodzicami. No i trochę w nerwach po kolejnym pytaniu z cyklu „kiedy sobie znajdziesz dziewczynę?”, odpowiedziałem, że mam ją już i jest nam dobrze – spojrzał na kumpla. – No i oni zaprosili mnie i moją dziewczynę do siebie na obiad w sobotę. A ty i ja dobrze wiemy, że nie mam dziewczyny…no i tutaj pojawia się pytanie do ciebie, czy zechciałbyś poudawać moją dziewczynę? – mówił całkiem poważnym głosem. – Teoretycznie mógłbym poprosić jakąś koleżankę…ale no wiesz…większość moich znajomych znają, a ciebie… widzieli kilka razy, ale nie wiedzą że potrafisz się zmieniać w kogo tylko zechcesz – dodał niemalże natychmiast. Miał nadzieję, ze się zgodzi, jak nie to najwyżej z podkulonym ogonem powie, że nie ma dziewczyny albo będzie brnąć w kłamstwa i powie, że zerwał z nią…albo że ona z nim zerwała.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Hej, hej, przybywam się w końcu przywitać, coby nikt mnie tu nie uznał za jakąś niemiłą osóbkę, ja po prostu jestem leniwa :( Moc znajdowania pilota! Jako osoba, dla której telewizor mógłby nie istnieć i tak jestem pod wrażeniem! Widzę, że była przerwa w blogowaniu, także szybkiego zaaklimatyzowania się i wątków tylu, żeby nie można było się wyrobić z odpisywaniem :D Baw się dobrze! ]

    Aaron V.

    OdpowiedzUsuń
  11. [O rany, o rany! Czemu jestem tu tak późno? Ale już się tłumaczę, to było tak - podglądałam kartę w szkicach (przyznaję się bez bicia) i po prostu byłam pewna, że już powitałam Sebastiana. Karta jest świetna, no i nie mogę oczywiście przemilczeć najlepszej mocy świata every - znajdywanie pilota! Nie wiem czemu taki superbohater nie ma jeszcze własnego komiksu, ale ten kto pierwszy go wyda - Marvel albo DC - dożotnio u mnie wygrywa. Witam cieplutko, baw się u nas dobrze!]

    Batts.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Zapomniałam dodać; pierwszy gif - cudowny. <3]

      Usuń
  12. [Doceniam to :) I nawet pochwalam :D]

    Sam mimowolnie zaczął się śmiać. W końcu teraz, kiedy dotarło do niego to co sam powiedział, to wszystko wydawało mu się śmieszne. Przecież w sumie to był materiał na jakąś nieskomplikowaną komedię. Chociaż komedie zazwyczaj były nieskomplikowane…
    — Haha… wiesz…jak dla mnie żeby cię potrzymać za rękę i pocałować, to nie musisz zmieniać się w kobietę – mruknął cicho. Mimo wszystko dziwnie się z tym wszystkim czuł, chociaż akceptował się takiego jakim jest. Bardziej obawiał się o swoich rodziców. Byli konserwatywni pod chyba każdym względem. Nawet nie wiedzieli więc o jego zdolnościach, które na szczęście mógł całkiem ładnie maskować. Jak bardzo się cieszył, że nie ma skrzydeł, albo rogów niczym diabeł.
    — Nie wiem. Ale chyba byłabyś ładną blondynką – powiedział po chwili namysłu. – Wybierz sobie coś….ja średnio się znam – przyznał. – W sumie…w sumie może coś podobnego do ciebie. Rodzice widzieli cię raz, może dwa razy więc nie powinni skojarzyć – podrapał się po głowie. Wstał i podszedł do lodówki.
    — Chcesz może piwo? Zimne! – krzyknął, chociaż właściwie to nie musiał, był wystarczająco blisko aby usłyszał go. Mógł tylko podnieść swój głos o jeden albo i dwa tony. – Wiesz co…jak to się uda, to kupię ci hawajską skoro ją tak bardzo bronisz. Kupię ci tyle hawajskiej ile zdołasz unieść – zachichotał cicho. – Albo ogólnie kiedy będziesz czegoś potrzebował, to wiesz gdzie mnie szukać.


    Ian

    OdpowiedzUsuń

  13. Tak właściwie to pewnie i by powiedział rodzicom że woli facetów, a nie kobiety. Powiedziałby już dawno, ale zawsze bał się ich reakcji. Kiedy zbierał się na odwagę, to zawsze przed oczami pojawiał mu się obraz tego jak pakuje swoje rzeczy i kupuje bilet w jedną stronę do innego miasta.
    — Spoko, mnie to nie przeszkadza. Przeciez wiesz – powiedział zgodnie z prawdą. Lubił Sebastiana, podobał mu się i nawet chyba cieszył się, że to właśnie z nim będzie udawał. I że nie zmieni się tak bardzo od swojego normalnego wyglądu.
    Podał mu już otwartą butelkę piwa. Sam usiadł obok i uśmiechnął się delikatnie.
    — Zapamiętam sobie. To w takim razie kupię ci tyle margarity ile zdołasz unieść oraz zjeść – zaśmiał się cicho. – Jasne. Powiedz mi tylko do jakiego sklepu chcesz pójść, to możemy nawet jutro się przejść. Wolisz rano, czy może po południu? – zapytał. Wolał to wszystko wiedzieć wcześniej. Przynajmniej na tyle aby móc sobie wszystko ładnie zaplanować. – No i em…co chciałbyś założyć? Sukienkę, czy może spodnie i jakąś koszulę? – uśmiechnął się lekko.
    Upił łyk piwa, wziął kolejny kawałek pizzy. Po chwili nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
    — Ty wiesz, że to na swój sposób jest śmieszne? – zapytał. – Stary koń jak ja nie ma dziewczyny i prosi swojego najlepszego kumpla aby poudawał jego dziewczynę. Materiał na jakąś komedię gotowy – zaśmiał się cicho. Dokończył kawałek pizzy i jeszcze raz napił się piwa. – Kurde…właściwie to nie powinienem pić piwa….ale kij. Raz na jakiś czas mi nie zaszkodzi, co nie? – zapytał ni to siebie ni to jego. – Ty….a tak właściwie to jakie chcesz imię? Znaczy się…. „skarbie” oraz „słonko”, czy „dzióbek” na dłuższą metę się nie nada.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  14. — A no tak. Bo jeszcze ci w biedra pójdzie – zaśmiał się szczerze i lekko klepnął go w udo. Jakie szczęście, że nie był supersilny, bo wtedy to niechcąco mógłby połamać swojego kumpla. Albo okazałoby się, że człowiek może razem z kanapą przebić się przez podłogę będącą jednocześnie sufitem sąsiadów.
    — Jasne. Południe mi pasuje – powiedział uśmiechając się. – Mmmmm….seksownie brzmi kusząco…ale zostawmy to może na wieczór – zażartował z tego wszystkiego. Nie kazał mu się ubierać w jakiś golf, oraz kieckę, która miała sięgać kostek. – Ubierz się tak jak ci będzie wygodnie. Ja sam jakoś się nie będę stroił, bo i po co? Jakaś koszula, jeansy i trampki. Jeśli chcesz, to możesz jakąś kieckę i szpilki przywdziać – uśmiechnął się i poruszył zabawnie brwiami.
    — Czy ja wiem? – zapytał ni to siebie ni to jego. – Ten motyw to chyba zarezerwowany jest dla filmowców, no bo przecież chyba tak właśnie to się dzieje. Przecież raczej nikt tak nagle nie stwierdzi „przecież ja go to zawsze kochałem” – westchnął – albo ją. To już wedle uznania – dodał z lekkim uśmiechem.
    — Ale ty wiesz, że życie zaczyna się dopiero po trzydziestce? – zaśmiał się. – Poza tym nie jesteś stary…powiedziałbym że ja to nawet gustuję w tym roczniku – puścił mu oczko. Starał się to wszystko obrócić w żart. – Tylko Sebastian? Przecież o ile mnie pamięć nie myli, to nigdy za nim nie przepadałeś. Ale no nic… Jak naprawdę na nic nie wpadniemy to będziesz Janet albo Mary – powiedział z uśmiechem. – No co? Klasyki klasyków, poza tym sporo jest kobiet o takim imieniu. No i wiesz… Może nie silmy się na jakieś bardzo oryginalne imię. Bo mogą zwęszyć podstęp, co nie?

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  15. Spojrzał na tyłek Sebastiana, po czym zaśmiał się i pokiwał przecząco głową. Jak dla Iana, to tyłek kolegi był idealny, ale to zatrzyma dla siebie.
    — Podałem tylko przykład. Nie muszą to być szpilki – powiedział i uśmiechnął się lekko. – Jak dla mnie to mógłbyś tam przejść nawet boso, mógłbyś ubrać się nawet w spódniczkę z trawy i mógłbyś zacząć nawijać o ekologii i środowisku. Po takim spotkaniu miałbym spokój na kilka, jeśli nie kilkanaście tygodni – parsknął śmiechem, ponieważ wyobraził sobie Sebastiana właśnie w takim stroju.
    — A tam. Powiem ci tak, twoje stare imię jest świetne. Podoba mi się. Satoru brzmi naprawdę fajnie i jest oryginalne – pokiwał głową. Pociągnął łyka z butelki. – O! Amelia brzmi spoko! Serio! – niemalże podskoczył na kanapie.
    Zlustrował go wzrokiem, ale na razie nic nie powiedział. Rodzice raczej nie mieli nic przeciwko emigrantom oraz imigrantom. Oczywiście w granicach rozsądku.
    — Jeśli nie wyskoczysz z jakimś Allachem to nie musisz być bardziej biały. Poza tym, mnie nie przeszkadza że jesteś inny. Gdybyś był biały byłbyś taki…nijaki przeciętny. A mnie się twój wygląd podoba. Ogólnie cały mi się podobasz… - przyznał cicho, zupełnie tak jakby nie chciał żeby Sebastian o tym wiedział. Czasami było mu po prostu ciężko powiedzieć kilka rzeczy, był trochę nieśmiałym człowiekiem. Ale mimo wszystko ciągle nad tym wszystkim pracował.
    — Coś chciałbyś jeszcze wiedzieć? Skarbeńku ty mój? – posłał mu buziaka w powietrzu. Mimo wszystko przeczuwał przednią zabawę. – Ej, a może powiemy moim rodzicom, że zamierzamy wstąpić do jakiegoś intergalaktycznego kościoła w którym wiara opiera się o to, że ludzie zamieniają się w mech? I chcemy w takiej wierze wziąć ślub? – uśmiechnął się szeroko. Może był to głupi pomysł, ale chciał to na wszelki wypadek zweryfikować.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  16. — Może – wzruszył ramionami. To nie było zupełnie tak, że był zawsze dobry, miły, przyjazny oraz kochanym synkiem swoich rodziców. Czasami potrafił ich zdenerwować, ale o dziwo oni szybko o tym zapominali, on sam też. Jednak był pewny, że chociaż raz ich wyprowadził z równowagi. Pytanie brzmi kiedy, to zrobił. – A tam nie ekologiczne. Trawa odrośnie i będzie znowu, nie przesadzaj słonko – zaśmiał się. Całkiem naturalnie mu to wszystko przychodziło.
    Wiedział, że są problemy ekologiczne i tak dalej, ale jakoś go średnio to wszystko interesowało. Nie miał ani czasu, ani ochoty aby się tym głębiej interesować, wystarczało mu to, że segreguje śmieci.
    — Nie ma za co. Mówię jak jest – powiedział. Naprawdę, nie kłamał. Rzadko kiedy to robił, prawie nigdy nie kłamał. Owszem jak każdemu zdarzało się skłamać, ale mimo wszystko starał się tak nie robić. Chciał być w miarę możliwości fair wobec siebie i innych. On sam osobiście wolał usłyszeć gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo.
    — No tak. Hmm…wymyślamy jakąś historyjkę, że poznaliśmy się na imprezie naszego wspólnego znajomego o imieniu Sebastian? Albo wolałbyś może romantyczne spotkanie w parku podczas wieczornego, albo porannego joggingu, podczas którego wpadłem na ciebie i w akcie przeprosin zabrałem cie na pizzę albo do kina…tudzież na kawę i ciasto – zaproponował z lekkim uśmiechem. – Proponuję żebyśmy znali się może pół roku, a chodzili ze sobą dwa, może trzy miesiące. Nie jest to jakiś chyba przesadnie długi staż, ani przesadnie krótki, prawda? – zapytał na wszelki wypadek. Szczerze powiedziawszy to on jakoś słabo znał się na związkach, nie był w zbyt wielu. Miał może dwóch chłopaków. Ale za to z każdym był dość długo. Jednak żaden nie poznał jego rodziców.
    — Wiesz….będziesz chyba moją pierwszą „dziewczyną”, która pozna moich rodziców…w ogóle będziesz moją pierwszą dziewczyną, nie będąc nią – przyznał cicho. – Dzięki że dla mnie to robisz – powiedział już nieco głośniej. Naprawdę był wdzięczny Sebastianowi za to.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  17. [Przeczytałam tę kartę już dawno, ale jakoś nie miałam kiedy wziąć się za skomentowanie!
    W każdym razie, cieszę się, że na naszym blogu pojawił się ktoś tak barwny, serio. Moc z pilotem kupiła totalnie moje serduszko jak i sam Sebastian, do którego naprawdę idealnie pasują dobrane zdjęcia. Wszystko komponuje się po prostu świetnie! <3
    Niestety na wątek nie mam pomysłu, ale życzę Ci jak najlepszej i najdłuższej zabawy na blogu!]

    najgorętsza 1/3 administracji & Anubis Ahern

    OdpowiedzUsuń
  18. [Oj, oj, on stracił pamięć, natomiast Sarę prześladuje nadmiar pamięci... Myślę, że mogliby się dogadać albo wybitnie działać sobie na nerwy. Co Ty na to?
    Dziękujemy za przywitanie i pochwałę karty!]

    Sarah Bodsworth

    OdpowiedzUsuń
  19. [Zbijmy piątkę; jestem sklerotyczką do entej potęgi.
    Sarah dopiero niedawno pojawiła się w Londynie, zatem raczej jest średnio zorientowana w życiu tutaj, no i znajomych też nie ma zbyt wielu. Sebastian mógłby być, na przykład, pierwszą osobą, którą poznała po przyjeździe i który jako-tako oprowadził ją po co ważniejszych miejscach. Co o tym sądzisz?]

    Sarah Bodsworth

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jasne, jestem za. Wiem, że wypadałoby, żebym zaczęła, ale wezmę się za to najpewniej jutro, bo... Szczerze mówiąc dzisiaj niespecjalnie mam siłę. c:]

    Sarah Bodsworth

    OdpowiedzUsuń
  21. [Hej, hej! Dziękuję za miłe słowa, a co do wizerunku, to przyznam, iż trochę go szukałam, żeby przypasować się podobnością do brata bliźniaka :) ale przyznam, że sama jestem zadowolona!
    Co do Twojej postaci, to ma bardzo ciekawą tą moc i wydaje mi się, że pan może ją wykorzystać w równie interesujący sposób. Tak sobie myślę, że Shan wraz z bratem bardzo upodobali sobie opiekowanie się bezdomnymi zwierzętami. Jej bliźniak mógłby przynieść Sebastiana jako kota do domu i dopiero Shan z racji swoich zdolności zorientowałby się, że kot tak naprawdę kotem nie jest :) ]

    Shan

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć! Och, mam słabość do Azjatów, ależ miła niespodzianka po odwiedzeniu karty wpisanej anglojęzycznie w linkach! Świadomość jego mamy o tym gdzie znajduje się każdy pilot na świecie, przyprawiła mnie aż o szeroki uśmiech. Podoba mi się również to, że twoja postać posiada skutki uboczne, wykorzystania swojej mocy i nie pozostaje to obojętne dla jego organizmu. Te niewątpliwie nie sposób zaliczyć do przyjemności, a konieczność pogłębiania wiedzy na temat anatomii danego zwierzęcia dodaje dodatkowo realizmu przy ich odtwarzaniu podczas „przemiany”. Sebastian może być każdym i przybrać dowolną formę, a to można w ciekawy sposób wykorzystać, nawet przeciwko Shannonowi. Chęci na wątki mam zawsze, jednak zdarza mi się rozpisywać i nie wiem, czy nie będzie ci to w jakikolwiek sposób przeszkadzało.]

    Shannon Whitfield

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ochotę mam, ale za to totalny brak pomysłów. Niestety :( ]/Ruby Haller

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ja też jestem humanistką, ostatni raz miałam lekcję biologii 4 lata temu, po prostu zrobiłam research stulecia, przepraszam, jeśli mnie tak poniosło, że aż coś jest niezrozumiałe! Też raczej nie wiem, gdzie nasze postacie mogłyby się spotkać, Cecil to bywa głównie w laboratorium, ewentualnie szpitalu albo jakimś barze, bo wiadomo, że aby nie zwariować, należy się raz na jakiś czas napić. Ale jakby kiedyś jakimś cudem, przypadkowo dowiedział się o mocy Sebastiana, z pewnością byłby zafascynowany jego zdolnościami. W sumie w pewnym sensie obaj zmieniają strukturę organizmów, tylko z innymi efektami, w innym celu i w ogóle.]

    Cecil Hyde

    OdpowiedzUsuń
  25. [O jeny…byłem pewny, że ci odpisałem xD Wybacz, przepraszam za to wszystko, za tą zwłokę całą]

    Uśmiechnął się lekko słysząc którą wersję woli.
    — mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to, nie pamiętam żebyś wcześniej lubił biegać. Ale no nic…przecież nie musisz być swoją idealną kopią, prawda? – zapytał i lekko szturchnął swojego kumpla. Uśmiechnął się lekko kiedy Sebastian objął go ramieniem. Aż korciło go żeby bardziej się do niego przytulić. Zaraz jednak pomyślał o tym, że w sumie to nie wie jak mógłby to wszystko odebrać. Oraz no cóż…męczył go fakt, że takie coś co robią mógłby być odebrane jako bądź co bądź, ale zdrada partnera Iana. Ale mimo wszystko Adams żył tym przekonaniem, że jego chłopak nie miałby nic przeciwko temu wszystkiemu. Przecież, doskonale to wszystko rozumiał. No i też nie było go od jakiegoś czasu w mieście, więc teoretycznie, czego oczy nie widzą…
    Ale nie! On Ian Adams był szczery w swoich związkach. Na szczęście na ogół trafiał na względnie normalnych ludzi, którzy nie wyśmiewali się z tego, że nie chce powiedzieć swoim starszym o tym że jest gejem. Sam zainteresowany tym wszystkim stwierdził, ze jego rodzice dowiedzą się o innej orientacji swojego syna labo wtedy, kiedy będzie ciężko chory, bądź oni będą na łożu śmierci…no albo wtedy kiedy Ian stanie na nogi finansowo, przynajmniej na tyle aby nie móc prosić swoich rodziców o skrobnięcie jakiejś kaski, bo chce sobie kupić coś do żarcia, albo dlatego iż brakło mu do czynszu.
    — Ty. A jak będziesz wiedział że dalej nie utrzymasz postaci kobiety? – zapytał. – I tak nagle to wszystko…no…em…zniknie? Twoje ciało jakoś cię ostrzega? – spojrzał na niego. – Bo jeśli tak, to powiedz, albo jakoś mnie szturchnij, to wtedy wymyślę nam jakąś szybką ewakuację – oznajmił. Wolał mieć w razie czegoś wymyśloną wymówkę.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ogólnie to Connor może wychodzić sobie, kiedy chce, ale Cecil na pewno by się zainteresował, gdyby zobaczył go wieczorem gdzieś, gdzie nie powinno go być, więc pomysł prawdopodobny i mi się podoba! Eksperymenty brzmią jak z typowego dreszczowca, ale takie czy inne na pewno by Hyde'a korciły, no ale to po tym jak się dogadają, może Cecil też by mógł mu trochę pomóc. Jeśli chcesz, to zarzucę nam jakimś początkiem, a później jakoś nam powinno popłynąć. Widzę, że wolisz krótsze wątki, to się postaram nie rzucić czymś na kilka komentarzy ;p]

    Cecil Hyde

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nie zależy mi, to znaczy nie lej wody na siłę, pisz, ile Ci wygodnie, ja też będę i na pewno się dogadamy ;)]

    Cecil jak zwykle wychodził z laboratorium jako jeden z ostatnich pracowników, a właściwie nowością było, że nie opuścił budynku jako ostatni i nie musiał włączać wszystkich alarmów samodzielnie, gdyż zniecierpliwiona ekipa sprzątająca dawno wróciła do domu. A na zewnątrz i tak było już ciemno, ludzi na ulicach nie było prawie wcale, pewnie przez te ostatnie coraz częstsze rozboje, jednak jemu nigdy nic się jeszcze nie stało, gdy wracał wieczorami, więc się tym nie przejmował. Ale to, co robił on było jedną sprawą, natomiast to, czym zajmował się jego brat zupełnie inną.
    Owszem, wiedział, że Connor może już decydować o sobie, że teoretycznie jest dorosły, ale niczyj los nie obchodził Cecila tak bardzo jak los jego brata. Czuł się za niego odpowiedzialny odkąd tylko pamiętał, dlatego niesamowicie się zdziwił i zmartwił, widząc go na ulicy tak późno. Connor szedł gdzieś pośpiesznym krokiem, w zupełnie odwrotną stronę niż znajdowała się ulica, na której mieszkał, a to przecież w ogóle do niego nie pasowało. Powinien być jeszcze w szpitalu, został na trzydniową obserwację po badaniach, których wyniki odbierał wcześniej tego dnia… prawda? A może te trzy dni już dawno minęły i to tylko Cecil był tak zaaferowany swoimi sprawami, że nawet nie zwracał uwagi na datę? To nie byłby niestety pierwszy raz, kiedy coś takiego mu się przytrafiało.
    Już sam nie był pewny, dlatego również ruszył w jego stronę i, co dziwne, Connor nawet na niego spojrzał, a szli prosto na siebie.
    – Connor, hej, a ty gdzie? – zapytał, ale chłopak ani drgnął na dźwięk swojego imienia i to również porządnie go zaniepokoiło. Aż wyciągnął rękę w jego kierunku i pomachał mu nią przed oczami, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. To był jego brat, niezaprzeczalnie, ale jednak wyglądał jakoś… inaczej? Cecil nie potrafił tego wyjaśnić, ale bardzo mu się to nie podobało. Miał wrażenie, że coś jest z nim nie tak, że jest chory, i to bardziej niż zwykle.
    Położył rękę na ramieniu Connora, przyglądając mu się uważnie i mrużąc oczy, aby dostrzec coś szczególnego, innego w wyrazie jego twarzy, teraz oświetlonej jedynie przez przydrożne latarnie.
    – Wszystko w porządku? Mówiłeś, że zatrzymują cię w szpitalu na obserwację, co z twoimi wynikami? Mogłeś zadzwonić, wiesz, że zawsze oddzwaniam… ewentualnie – zapewnił z niejaką skruchą, uśmiechając się do chłopaka lekko. Przecież się starał, jego brat musiał wiedzieć przynajmniej tyle.

    Cecil

    OdpowiedzUsuń
  28. [Powiem ci tak szczerze, że mi kompletnie nie przeszkadza czyjaś długość odpisów. Nie ukrywam, że ma to dla mnie niewielkie znaczenie — tak samo jak ja nie dostosowuje jej do piszącego, tak nie wyobrażam sobie, abym mogła tego wymagać od kogoś innego. Interesuje mnie przede wszystkim kreacja postaci ujawniająca się w trakcie rozgrywki. Jedyne co mi przeszkadza niemal od zawsze, to tak na dobrą sprawę, łamanie realizmu danego świata przedstawionego, nic poza tym. Ponadto autorka Shan wprowadziła mnie w ten pomysł z Sebastianem w roli kota, więc daję tylko znać, że nie widzę przeszkód, aby rozgrać to w trybie wątku trójosobowego, choć indywidualny również możemy mieć, dla którego bazą byłby właśnie ten wspólny.]

    Shannon Whitfield

    OdpowiedzUsuń
  29. — To dobrze, nawet gdyby nie pykło, to coś wymyślimy, może później wmówię rodzicom, że wszyscy doznaliśmy masowego zatrucia? – zapytał. – Wiesz, siedzi przed nimi kobieta, a tutaj nagle „łup!” jakiś facet w kiecce, który przyszedł z ich synem. Nie ukrywam, że chyba byłoby to najciekawsze spotkanie rodzinne, no i najciekawsze powiedzenie jakiej jestem orientacji – zaśmiał się. Myślał wielokrotnie o tym aby powiedzieć rodzinie o tym że woli chłopców, ale jakoś nigdy nie wziął się na odwagę. Bał się, że mówiąc to uczyni im spory zawód.
    — Dobra, zapamiętam. W razie czego robimy szybką ewakuację do łazienki a później wynosimy się z domu możliwie najszybciej – plan był prosty więc też pewnie i genialny. Nie można było się do niczego przyczepić. – Nie ważne – wypił łyk piwa, który zaraz zagryzł kawałkiem zimnej już pizzy –ważne żebyś wytrzymał kilkanaście sekund abyśmy zdołali dotrzeć do łazienki, później możesz robić co chcesz, łącznie ze zmianą w kota.
    Mówił pół żartem pół serio, wiedział jak to jest. Może w jego przypadku nie było to tak natychmiastowo, ale kiedy za długo korzystał z mocy to bolały go mięśnie oraz stawy, był też senny. Udało mu się nawet opanować to, że pomimo zmęczenia może korzystać ze swoich zdolności, ale później bardzo to musi odpokutować. Kilkanaście dodatkowych godzin snu, wiele tabletek przeciwbólowych zażywanych przez kilka kolejnych dni to nie jest nic przyjemnego. Jeszcze jak przypomni sobie, że taki ból jest dwukrotnie silniejszy niż normalny, to najchętniej wcale by nie korzystał z tej mocy, ale niestety czasem jest to po prostu nie możliwe.
    — Obiecuję, że jak coś się będzie dziać, to wezmę to na klatę, oraz jeśli będziesz się po spotkaniu z moimi rodzicami źle czuł, to będę się tobą opiekować i przynosić ci tabletki przeciwbólowe – uśmiechnął się szeroko. Miał jego słowo, nie zamierzał się do tego wszystkiego migać.

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  30. [Spóźnione podziękowania za powitanie! c:]

    Felix Wharton

    OdpowiedzUsuń
  31. [Cześć! Powiem tak: jestem nieoficjalnie na nieodznaczonym urlopie i będę dostępna najwcześniej w niedzielę, zaś najpóźniej w środę. Nie wydaje mi się jednak, aby moja obecność jedynie z doskoku (i z tego co mi wiadomo chan również) wpłynęła jakkolwiek na nasze chęci. Tak jak pisałam poprzednio – możemy pisać wspólnie trzyosobowy wątek i zarazem osobny.]

    Shannon Whitfield

    OdpowiedzUsuń