30 lipca 2017

Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.

Blaise Cavendish
Royal Academy of Arts × 22 × barista w Starbucks × chronokineza

Mogłeś stać się kimś wielkim... Tak ci powtarzali cały czas rodzice. Przecież ojciec wykładał kiedyś fizykę na uniwersytecie w Salford, a ty miałeś tam zapewnione miejsce. Przyjęliby cię bez mrugnięcia okiem, ojciec był ważnym profesorem, ale ty nie odziedziczyłeś po nim zamiłowania do techniki i nie masz też talentu po matce do szybkiego analizowania. Byłeś tak bardzo różny od ludzi wśród których dorastałeś. Tak, jakbyś został ulepiony z zupełnie innej gliny. Jakby tworzące ciebie ręce nie należały do żadnego z nich, a jednak. Masz dokładnie takie same znamię, w tym samym miejscu jak twój ojciec. Twoje oczy są kopią oczu matki. Nie wyprzesz się, nieważne jak bardzo byś chciał lub jak bardzo chcieliby oni. Chciałeś ich przekonać do swojej pasji, do miłości. Nie słuchali cię, nie potrafili zrozumieć. Wziąłeś w końcu swoje życie w swoje ręce i spakowałeś najważniejsze dla ciebie rzeczy. Ze sportową torbą na ramieniu, wszystkimi oszczędnościami w portfelu postanowiłeś spróbować, w końcu tak wiele osób powtarzało, że masz talent, że szkoda go zmarnować, że trzeba wystartować. I tak nie miałeś nic do stracenia. Londyn miał być twoją wielką szansą. Miejscem, w którym wszystkie marzenia powinny się spełnić, a szczególnie te o dostaniu się do najbardziej prestiżowej z prestiżowych akademii artystycznych. Blaise, co się z tobą działo przez ostatnie półtora roku? Blaise, dlaczego twoje marzenia się nie spełniły tak, jak sobie to zaplanowałeś? Przecież mówiłeś, że masz talent, że musisz podjąć próbę, a już chciałeś wracać. Byłeś gotowy podkulić ogon i z miną zbitego psa stanąć na progu rodzinnego domu i pogodzić się z fizyką i matematyką. Wtem pojawiła się Ona, a ty zacząłeś codziennie brudzić palce farbą.

12 komentarzy:

  1. [Przyznaję się, że podglądałam kartę wcześniej, jak tylko zobaczyłam, że będzie Troye. Ale teraz to bardzo chwalę kartę, nie wizerunek, bo mimo swojej skromności, jest niezwykle przyjemna i estetyczna (chciałabym tak umieć ;-;).
    Witaj na blogu, baw się bardzo dobrze, miej wiele wątków i weny, a jeśli zechcesz to możemy coś porobić razem :)]

    Sebastian Banewood

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zależy w co chcesz się bawić? Luźny wątek, mało planowania? Powiązanie? Dużo planowania? Płytki wątek, głęboki wątek? Jakiś konkretny rodzaj? Nakreśli mi to, to ci nakreślę wątek :D
    ps. bardzo lubię imię Blaise!]

    Sebastian B.

    OdpowiedzUsuń
  3. [O manio, jaki on cudowny, jaki ładny, jaki uroczy. I taki biedny. Biorę go, damy mu gorącą czekoladę, przytulimy kocykiem, włączymy Grę o Tron w tle. Chodź na wątek. Mogę nawet zostać jego muzą.]

    Elena Belorusova

    OdpowiedzUsuń
  4. [Moje słońce kochane, moje dziecko <3 tylko wiesz, nie przyzwyczajaj się. Pewna pani nie będzie tak miła, jak ja.
    Spowiedź zaczynamy jak najszybciej. Tylko pytanie czy zaczynamy od tego, czy od samiusieńkiego początku :3 ]

    Pewna (nie)dobra pani

    OdpowiedzUsuń
  5. [Te one zawsze potrafią namieszać, prawda? A i w szukaniu tego, co z własnym talentem w życiu można zrobić, też jest niełatwe. Mamy jednak problem, bo z jednej strony chciałybyśmy żeby mu się wszystko poukładało, a z drugiej strony bardzo lubimy patrzeć, jak postacie sobie życie komplikują jeszcze bardziej. Postąp więc tak, byście się z Blaisem bawili fantastycznie, a my będziemy usatysfakcjonowane.
    Witamy się niniejszym najchłodniej, jak tylko potrafimy i życzymy owocnego pisania!]

    najchłodniejsza 1/3 administracji & Keira Righton

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hym, pomysł ze spotkaniem w Starbucksie bardzo mi się podoba, chociaż nie widzę Lenci chodzącej tak po prostu, do tak popularnych kawiarni. Ale przyszło mi coś do głowy, co możemy ładnie połączyć z Twoim pomysłem. Więc Elena mogłaby sobie czekać na jednego z klientów, pewnie jakiegoś nowego, któremu do końca nie ufała. Że czekanie się przedłużało, a przez dziwny upał, który przecież w Londynie się często nie zdarza, poszłaby do najbliższej kawiarni, tam by spotkała Blaise'a i przy zamawianiu sobie jakiejś herbatki na zimno, czy coś takiego by się umówili. Ona oczywiście nic by mu nie wspomniała, że ma za jakiś czas prowadzić swoje szemrane interesy, ale pewnie uznałaby, że skoro i tak czekanie cały czas się przedłuża, nie zaszkodzi jej się spotkać z nowym znajomym. No więc ona by grzecznie czekała przed wejściem do kawiarni, jak było wspominane, Blaise przyniósłby jej kolejne piciu, no i zaczęliby gadać. Właśnie mógłby jej powiedzieć, że coś w niej widzi, a ona pewnie byłaby nieźle zaskoczona bo co takiego można w niej widzieć.
    I tu mam ochotę wprowadzić trochę akcji. Lena za swoje interesy i niezbyt czystą grę rozciągającą się na całe miasto, jest poszukiwana przez policję. Nie siedzi oczywiście na samym szczycie listy, a gliny nie przeczesują miasta by za wszelką cenę ją odnaleźć, jednak jest na tyle kojarzona, że gdyby ktoś dał policji cynk, ci od razu by się tym zajęli. W końcu mogliby się pozbyć kolejnego dziwologą, z tymi chorymi, niebezpiecznymi mocami. No więc oni sobie gadają, wszystko fajnie, no i właśnie przychodzą koledzy policjanci. Pewnie Lena szybko by zaciągnęła Blaise'a do jakiejś ciemnej uliczki, żeby nikt ich nie zauważył, jednak jej niepewny klient, zamiast rzeczywiście robić z nią interesy, wydał ją policji. Blaise w sumie miałby trochę przerypane, że został zauważony z nią, więc tak zaczęłaby się ucieczka. I tak sobie myślę (dużo myślę), że w sumie tutaj Blaise mógłby popisać się swoją mocą. Jak by uciekali, policja mogła być coraz bliżej, więc złapałby ją i zatrzymał czas, dając tym samym pewną szansę na ucieczkę. Lencia by się nieźle podjarała tym, że ma znajomego z tak wypasionymi mocami. A potem jakby już uciekli, Lencia mogłaby się powkurzać na tego klienta co ją wydał, Blaise chciałby od niej jakiś wyjaśnień, więc gdyby mu ostatecznie wszystko wytłumaczyła, on też by mógł się wkurzyć i tak wszyscy będą się wkurzać, aż się wreszcie pogodzą, heh. Nie wiem co ja w ogóle wymyśliłam. I do tego ten komentarz jest tak długi, że chyba normalnie jeszcze takiego długiego nie napisałam. Daj znać co o tym myślisz, a jak za dużo akcji, to możemy zostać przy zwykłym gadaniu. XD]

    Lencia Belorusova

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć, cześć! Dziękuję za przywitanie i przyszłam zwarta i gotowa do wątku. Musimy tylko ustalić czy się już znają czy chcemy ich dopiero poznać :D]

    Lila Rove.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Może być już między nimi jakaś relacja, ja jestem otwarta na propozycje! Choć szczerze uważam, że lepiej wtedy już coś pozytywnego zrobić, bo relacja pt. "znajomi" i tak niewiele wniesie nam do wątku ;D]

    Lila Rove.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Właściwie, żeby bezsensu nie przedłużać, możemy zacząć jak Blaise wychodzi z pracy i do niej podchodzi. Tylko teraz moje ulubione pytanie, kto zaczyna. Mi to właściwie obojętnie, więc jakby co daj znać, to nam zacznę.]

    Lencia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Och, my z przyjemnością ogromną niczym góra lodowa utrudnimy komuś życie! Zrodził Ci się w głowie jakiś pomysł/wątek marzeń, którym chcesz się z nami podzielić, czy chcesz pokombinować? Ja od siebie dodam, że moc Blaise'a jest bardzo intrygująca i niebezpieczna, co może być arcyciekawym dodatkiem. Staram się spełniać marzenia, więc jak coś chcesz to śmiało krzycz, a jak nie wiesz co chcesz to też krzycz - pomyślimy.]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  11. [Nasi panowie się jeszcze nie znają, ale poznają w bardzo niemiłych okolicznościach, zapewniam.]

    Shannon Whitfield

    OdpowiedzUsuń
  12. W całym domu Shan jeden z pokoi stanowił miejsce, w którym musiał panować idealny porządek. To tam w morzu bieli wyłaniały się setki kolorowych książek, stojących równo na regale. Na wierzch wypływały barwne szkice, powieszone na ścianie po prawej stronie w dziwnym kontrolowanym nieładzie. Małe odpowiedniki ogromnych płócien artystki.
    Shan na pierwszy rzut oka zdawała się tam kompletnie nie pasować. Ubrana wiecznie na czarno kontrastowała z jasnym pokojem, gdzie tylko zabarwione na winny kolor usta kobiety odpowiadały otaczającym je książkom. Jednak zadziwiający stawał się moment, gdy w końcu Whitfield zasiadała za białym biurkiem, równocześnie jednocząc się z pomieszczeniem.
    Kobieta nie czekała na swojego gościa, aż ten znajdzie sobie wygodne miejsce. Zajmując przeznaczony wyłącznie dla niej fotel, niemo zasugerowała młodemu mężczyźnie, by ten zasiadł na przeciwko niej.
    – Proszę, zajmij miejsce – rzuciła gdzieś w przerwie między zapisywaniem czegoś w notatniku, a przebieraniem w jakiejś stercie papierów. Nie zwracała na niego jakiejś większej uwagi, ale dopiero gdy usiadł na miękkim krześle oderwała się od poprzednich czynności.
    – Więc zaczynając od początku… – zamyśliła się na chwilę, przyglądając się studentowi. – Jesteś tutaj nie z byle jakiego powodu. Ten powód zapewne został ci już przedstawiony, ale powtórzę go dla pewności – Shan mówiła głosem mało przyjemnym, a raczej iście formalnym. Bez większych emocji, trochę wypranym, a na pewno odrobinę znudzonym. – Z każdego roku wybieram jedną, według mnie, najbardziej utalentowaną osobę. Tym razem padło na ciebie… – wraz z wypowiedzeniem ostatniego słowa dłoń z trzymanym przez kobietę długopisem wskazała kierunek, w którym znajdował się chłopak. Shan wyglądała, jakby szukała czegoś w odmętach w swojej pamięci. – … Blaise. Jednak istnieje pewne ale.
    Kobieta oderwała się od czynności, jaką było przypatrywanie się studentowi. W jakimś dziwnym sposobie przypominał jej młodą wersję siebie. Nie wiedziała tylko, co dokładnie wpływało na nowo powstałą myśl. Przez dłuższy czas milczała, a w trakcie tej ciszy zapisywała zgrabnym pismem kilka spostrzeżeń na temat siedzącego przed nią ucznia. Dziwna myśl z głowy przeniosła się już chwilę później na kawałek kartki w czarnym notatniku artystki. Po tym Shan spojrzała ponownie na swojego gościa.
    – Raz w tygodniu oczekuję od ciebie poświęcenia dla mnie choć kilkunastu, zapewne niezmiernie cennych, minut. Na rożne rzeczy. Na omówienie twoich postępów na uczelni, na rozmowę o konkursach, które swoją drogą powinny zacząć cię interesować – mruknęła lekko niezadowolona z tego, że w ogóle musi o tym wspominać. Zupełnie jakby sam chłopak nie mógł się tego domyślić. – To także będzie czas na uzyskanie informacji na temat wyjazdów na wernisaże, wystawy, czy inne spotkanie, na które z chęcią będę cię zabierać. Jednak wszystkim musisz interesować się ty sam, ponieważ nie mam zamiaru za tobą biegać i przypominać o czymś, za czym sam powinieneś biegać i się przypominać. Wyjątki stanowią tylko spontaniczne wyjazdy, wtedy po prostu będę do ciebie dzwoniła. W skrócie: lubię mieć kontrolę nad czymś, co wymaga ode mnie poświęcenia własnego czasu, pieniędzy oraz zainteresowania – kobieta w końcu odrobinę się rozluźniła, oparła plecami o fotel, a ramiona spuściła w dół. Jedynym mało przyjemnym widokiem były splecione na piersiach Shan ręce, które to ponoć w mowie ciała odpowiadały niechęci do drugiej osoby. Whitfield nigdy tego nie rozumiała. Robiła tak, gdy po prostu nie miała co z nimi robić. – Teraz moje pytanie brzmią: czy sam masz do mnie jakiekolwiek pytania? I najważniejsze: czy zgadzasz się na moje wymagania? Uprzedzam, że nie mam zamiaru ich zmieniać. Ode mnie, to tyle. Słucham – Shan zamilkła, czekając cierpliwie i spokojnie na słowa studenta, siedzącego po drugiej stronie biurka.

    halko

    OdpowiedzUsuń