24 czerwca 2017

You say you a gangsta, that don’t impress me none

Alexander Vibora


     Momentalnie podniósł się do siadu, czując kropelki lodowatego potu spływającego po rozgrzanym karku. Dysząc ciężko, opuścił nogi z łóżka i przejeżdżając dłonią po mokrej szyi, zerknął jeszcze na damę śpiącą u jego boku. Co prawda, nie wyglądała już tak zachwycająco jak jeszcze kilka godzin temu, gdy sama posyłała mu zalotne spojrzenia spod skrzętnie pomalowanych rzęs, gdy teraz tusz zdobił ją prawie do połowy policzka. Podniósł się, opierając na rękach, by nie obudzić dziewczyny ciężkim westchnięciem, jednak nawet skrzypiący materac nie zakłócił jej snu. Chwytając telefon z szafki nocnej, ruszył w stronę łazienki, czując kojący chłód drewnianych paneli na bosych stopach. Jednak dopiero ta lodowata woda, którą obmył twarz, pozwoliła mu z całą pewnością stwierdzić, że w pełni się obudził. 
     Koszmary, cholerne koszmary, dręczyły go prawie co noc od powrotu z misji. Wciąż powracający obraz najlepszego przyjaciela, rozrywanego na kawałki przez minę przeciwpiechotną. Widok dręczący go od miesięcy, nie dawał o sobie zapomnieć ani na moment.
     Jednak tej nocy nawiedził go inny duch przeszłości. Kochany tatuś, jak w błędnym kole każący w kółko składać i rozkładać broń, wciąż niezadowolony z jego tempa. Niekończące się obelgi i epitety pod adresem młodszego syna napierały na niego z każdej strony, jak gdyby był już w stanie poczuć lepki oddech seniora rodziny na karku. Ale przecież już dawno przestał być nieznającym życia dzieckiem, starającym się zaciekle spełnić oczekiwania ojca. 
     Z głośnym westchnięciem spojrzał w swoje odbicie w lustrze, by zaraz sięgnąć do znajdującej się za nim szafki po opakowanie leków. W następnej chwili antydepresanty wręczone mu na przymusowej terapii, wylądowały w muszli klozetowej. Łokciem spuszczając wodę, nawet nie spojrzał, jak tabletki znikają w odmętach kanalizacji. Zajęty był już wybieraniem numeru, który pamiętał doskonale nawet po tylu latach. Odbierze nawet w środku nocy, wierzył, że nie przepuściłby takiej okazji.
- Mam nadzieję, że porządnie się za mną stęskniłeś braciszku - Mimowolnie uśmiechnął się lekko pod nosem, słysząc w słuchawce odpowiedź zadowolonego, młodszego brata. - Powiedzmy... że postanowiłem wrócić do rodzinnego biznesu.

WIĘCEJWIĘZI | MOC  

W SKRÓCIE

28 komentarzy:

  1. [Ależ oczywiście! Teraz padam na twarz po ciężkim tygodniu, ale jutro na pewno zapukam do Alexa ;)]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć :D Witam cie serdecznie. Ciekawy pan, z ciekawą mocą, nie powiem :) Podoba mi sie i to bardzo, wiesz?
    Weny, wielu wątków oraz czasu. A w razie chęci to zapraszam do siebie :D]

    Ian

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć, czołem! Tak, jak obiecałyśmy, jesteśmy u Alexa z propozycją wątku :) Pytanie mam tylko, jak chciałby grać Keirze na nerwach. Czy chciałby być tylko wkurzającym sąsiadem (np. tym, który przyniósł ją do domu po burzy), ale ich relacja byłaby podszyta jakimiś pozytywnymi emocjami, czy może idziemy w relację negatywną (np. kiedyś zalazł jej mocno za skórę, albo spędzili ze sobą noc, ale to był jednorazowy wyskok i w dodatku po tym incydencie Alex mógłby z upodobaniem grać jej na nerwach). U nas do wyboru, do koloru, więc zapraszamy :3]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej cześć!
    Fajny ten Alex, tylko szkoda koszmarów. Podoba mi się pomysł na jego rodzinę i trzymam kciuki za pomyślny biznes! Wierzę, że umiejętność Alexandra korzystnie wpłynie na jego interesy i na zabawę w życiu c:
    Ode mnie - ciekawych wątków, wielu pomysłów, niekończącej się weny i czasu, żeby to wszystko razem połączyć oraz dobrej zabawy!]
    Izzy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć, cześć! Uchuchu, niezła rodzinka. Do tego Alexander jest środkowym dzieckiem - powiedziałabym, że znam ten ból, ale dzięki niebiosom nie padło na mnie. W ogóle kocham za imię - Alexander, Alexander. Była taka piosenka. Dobra, znowu zboczyłam z tematu. Pisałam chyba o tym, że pan Żmija bardzo mi się podoba i chętnie coś z nim napiszę, ale jeszcze nie wiem co. Życzę więcej czasu i weny niż mam ja, miłej zabawy. No i wpadaj do Chris!]

    Batts.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, chęci zawsze się znajdą. Gorzej z pomysłami.]
    Remy

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cieszę się, że dałaś radę <3
    Świetnie, daję okejkę temu pomysłowi. Zacznę nam na dniach!
    PS. Polecam dodać rodzinkę do poszukiwanych, może szybciej znajdziesz chętnych c:']
    Izzy

    OdpowiedzUsuń
  8. [To jeśli masz coś dla niego na ten czas zaplanowane to niekoniecznie musiał ją wtedy wtargać do domu, Keira może mu pomóc tylko dlatego, że go zna (a przynajmniej tak jej się wydaje) i są sąsiadami. Niech przyjdzie do niej, przymrożenie krwotoku chyba nie jest złym pomysłem, a przynajmniej będzie znieczulenie ;) A tak wracając do podejrzeń, to mogą na zmianę z sympatią i byciem bucami jednocześnie ewidentnie sobie nie ufać i nawzajem siebie podejrzewać. Ona jego o jakieś ciemne sprawy, on ją o bycie informatorem policji (co prawdą nie jest, bo ona jest tylko wzywana na policję/do sądu/urzędu jak nie mogą się z kimś dogadać). Keira dodatkowo się wkopała trochę, bo odmówiła współpracy przemytnikowi i alfonsowi (chciał ją przekupić, by tłumaczyła na jego korzyść) i teraz ma na karku nieciekawych gości. Więc może nawet nieco adrenalinki uda się nam wykrzesać. A kto wie? Może w tym całym braku zaufania znajdzie się miejsce na to, by Alex zrobił z Keiry dużą dziewczynkę, która umie sobie poradzić w nieciekawych sytuacjach? W przyszłości może nauczy ją kraść/strzelać itd.? Mam w głowie ich wizję grających sobie nawzajem na nerwach, ale z dziwnych przyczyn i w momentach zbiegów okoliczności trzymających się względnie razem. Oczywiście, jak masz inną wizję to krzycz i machaj rękoma, będziemy wtedy zmieniać.]

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  9. [No no, żmije... fajne zwierzątka. Bardzo przytulaśne i słodkie, nie ma co! Widzę, że kolejny, tym razem złodziejski klan, przejmuje bloga. Mnoży nam się tu takich ewenementów!
    Bardzo fajny pan z ciekawą przeszłością. Trochę Ci to zajęło, ale cieszę się, że wreszcie pojawiłaś się z tym panem na blogu! :D I to z takim bum. Standardowo, mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić i lekarz będzie miał dużo roboty z podawaniem odtrutek na żmijowy jad!
    Dłuuugiej zabawy! <3]

    najgorętsza 1/3 administracji & Anubis Ahern

    OdpowiedzUsuń
  10. [Obiecałam, to jestem. Hej ♥ Cudowny Pan, ale już wiesz co o nim myślę. Obecnie trochę zamulam na urlopie, powoli porządkuję swoje życie, ale nadal chcę obiecany wątek ;D]

    Blue & Tony

    OdpowiedzUsuń
  11. [Super! To ja zaczynam – mam tylko małe pytanko: czy Keira zna go pod jakimś innym imieniem i nazwiskiem, skoro Alex wszystko ma fałszywe? Z długością koniec końców się dostosowuję to współautora, więc jakby było za długie/za krótkie to się nie przejmuj :)]

    Wiele rzeczy się zmieniło. Przed burzą właściwie nie utrzymywała kontaktów z sąsiadami. Nie miała nawet sposobu by kogokolwiek lepiej poznać. Z psem nie wychodziła, bo po pierwsze miała kota, a po drugie kot ten miał w głębokim poważaniu jakiekolwiek wyjścia. Ze sportów tylko zbieganie po schodach do taksówki bądź na autobus, nie paliła więc i na papierosa nie wychodziła przed dom. Ciast nie piekła, więc o szklankę cukru też nie pukała. Słowem – sąsiad idealny, a przynajmniej dla ludzi takich jak ten facet z tego samego piętra, który również do dusz towarzystwa chyba nie należał.
    Po burzy, jak już zdążyła zauważyć, wiele się zmieniło. Było to dla niej dziwaczne doświadczenie nie tylko dlatego, że pół miasta zaczęło robić za postaci z komiksów Marvela, ale dlatego, że choć Londyn nie pogrążył się w totalnym chaosie, coś było nie tak. Jakiś dziwny rodzaj niepokoju wisiał w powietrzu i choć Keira oddawała się tym samym zajęciom, co zwykle, nie mogła nie odnieść wrażenia, że coś mrocznego wypełzło z kanałów. Nie mogła powiedzieć, że czuła się obserwowana, ale jakaś seria dziwacznych zbiegów okoliczności musiała dać jej delikatnie do myślenia.
    Już dawno uodporniła się na rzeczy, które widziała na policji czy w sądzie. Jeszcze kilka lat temu wiele spraw bardzo ją poruszało, ale obecnie nie mogła sobie pozwolić na przejmowanie się kobietą, która straciła paszport, rozbitą międzynarodową rodziną kłócącą się o dzieci, czy groźbami. Gdyby się przejmowała, jej zawód już dawno by ją zniszczył. A skoro już o groźbach mowa, to niedawno jeden Niemiec obiecał jej, że Keira dołączy do jego dziewczynek. Od tamtego momentu poczuła jeszcze większą presję, by lepiej opanować swoją moc. Widziała w tym jedyną deskę ewentualnego ratunku.
    W związku z tym była nieco ostrożniejsza. Nie miała oczu dookoła głowy, ale nie pogrążała się w niepotrzebnych myślach i nie myślała o rzeczach oderwanych od rzeczywistości, gdy szła ulicą, czy gdy wracała do domu. Dlatego niemalże od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Chciała wpisać kod do domofonu i złapać klamkę, ale... Zmarszczyła lekko brwi i popchnęła drzwi na klatkę ramieniem. Gdy dotarło do niej, że to na kaloryferze to nie jest rdza, poczuła, jakby dostała czymś w głowę. Świadomość, że na klatce widnieje przeciągnięty ślad krwi, uderzyła ją dosyć boleśnie. Weszła na górę, jak do swojego mieszkania, a przerywany ślad ciągnął się upiornie wzdłuż schodów. Stanęła przed drzwiami, oddychając płytko i to nie dlatego, że się zmęczyła. Poczuła, że drżą jej ręce. Ślad się urwał. Potarła dłonie, jakby ich chłód miał przypomnieć jej, że ma się czym bronić. Niemal bezszelestnie otworzyła drzwi, będąc już pewną czyje to mieszkanie.
    Coś znów było nie tak. Było zbyt cicho i zbyt pusto. Zupełnie jakby nikt tu de facto nie mieszkał, choć Keira mogła przysiąc, że wiele razy widziała, jak jej sąsiad stąd wychodził. Przeszła korytarzem i weszła do salonu.
    - Mój Boże – szepnęła niemal bezgłośnie, gdy jej wzrok padł na półprzytomnego mężczyznę. W kolejnej sekundzie spojrzała na ranę postrzałową w boku. Szybka ocena sytuacji – istniała szansa, że wątroba jest nietknięta. - Poczekaj, przyniosę wodę, bandaż – usłyszała, że jej głos drży. W łazience nalała wody do miski, znalazła czysty kawałek materiału i wytworzyła w wodzie kilkanaście kostek lodu. Chowając przerażenie za determinacją, wróciła do mężczyzny.
    - Dzwonię po karetkę, wytrzymaj – oznajmiła, choć nie była pewna, czy jej sąsiad w ogóle kontaktuje.

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  12. ― Whisky z lodem ― rzucił rozkazującym tonem niski, ale postawny mężczyzna z kilkudniowym zarostem. Jego tłustawe policzki były zaróżowione od wielu kolejek wysokoprocentowych trunków, a oczy, małe i migdałowate, zachłannie obserwowały butelki na podświetlanych kolorowymi ledami półkach na ścianie za barem i krzątającą się barmankę. ― Ruchy.
    Izyda nie zwracała już uwagi na takich typów. Beznamiętnie, niemal mechanicznie przyszykowała mężczyźnie drinka, rozmieniła pieniądze i podeszła do następnego klienta, który już był bardziej sympatyczny. Miał ciemniejszą, przypominającą latynoską karnację, wydawał jej się kurtuazyjny i nawet nieco ekstrawagancki. Nawet podziękował za drinka, który swoją drogą był z górnej półki.
    Powietrze po całym dniu było ciężkie nawet mimo klimatyzacji. Czuła jego gęstość, ale zakładała, że goście nawet nie zwracają na to uwagi. Światła leniwie błąkały się po parkiecie, nieśpiesznie zaglądały w kierunku wysepek z kanapami, mieniąc się co kilka sekund inną barwą. Przy barze na wysokich hokerach siedziało jedynie pięć osób. Parkiet okupowały głównie pary. Największym powodzeniem cieszyły się wysepki, chociaż i tak w tą czwartkową noc większość ludzi wcześnie wybrała się do domów.
    Klub był raczej średni, co prawda cieszył się popularnością i codziennie witał sporo ludzi, jednak nie należał do tych hucznych, opiewanych aprobatą młodzieńców potańcówek. Pocieszało ją to.
    To była ostatnia zmiana i zbliżał się jej koniec, jeszcze tylko chwila do upragnionej czwartej. Widziała, jak ochroniarze ziewają, tylko czasami zasłaniając usta dłońmi. Oni również odliczali czas, spoglądali na zegarki mniej więcej co pięć minut, odrywając się na chwilę od patrolowania wzrokiem klubu. Usiadła na taborecie i odetchnęła. Była zmęczona. Nie pracowała tutaj długo i niestabilny tryb pracy niekorzystnie wpływał na jej samopoczucie. Faktycznie, praca nie była wymagająca ani męcząca, jednak Izzy od jakiegoś czasu nie czuła się najlepiej, a to przyczyniało się do coraz częstszych bóli głowy za barem.
    Ben, wysoki ochroniarz z zarostem przypominającym szczecinę i haczykowatym nosem, oparł się o ladę. Odchrząknął, przyciągając uwagę barmanki.
    ― Kończymy ― oznajmił, uśmiechając się. ― Zbieraj się.
    Izyda kiwnęła głową.
    Muzyka znacznie ucichła, ochroniarze krzątali się po sali i zagadywali gości, prosząc ich o opuszczenie lokalu. Pewna para wykłócała się, że do zamknięcia są przecież jeszcze dwie godziny, jednak szybko doszli do wniosku, że pomylili kluby. A raczej - pomylili godziny klubów. Ten otwarty do rana był jedynie w weekendy. Przeprosiwszy ochroniarza zanieśli się śmiechem i w objęciach opuścili salę.
    Udała się na zaplecze i upchnęła strój roboczy do szafki, wciskając się w luźną koszulkę i wygodne jeansy. Rozpuściła upięte dotąd włosy. Kątem oka zauważyła w lusterku zawieszonym na drzwiczkach jak są potargane. Rozczesała je. Zarzucając nieduży plecak z motywem czaszki kota na ramię niedokładnie sprawdziła powiadomienia, o których poinformował ją telefon. Przeleciała je spojrzeniem, wyłapując czegoś naprawdę ważnego, ale nie doszukała się niczego oprócz informacji ze stron internetowych i kilku luźnych wiadomości.
    Zamknęła kanciapę. Ochroniarze wyprosili już wszystkich klientów, kilka osób z personelu kręciło się zabierając potrzebne rzeczy, a Izzy przywitała skinieniem głowy Teresę, sprzątaczkę. Teresa, bardzo sympatyczna starsza kobieta, o ciemnych szczerych oczach, małym nosie i zmarszczkach na lekko opalonej skórze, była niższa od niej, a jej włosy powoli pokrywała siwizna. Izyda doceniała jej optymistyczny humor i obecność kobiety niejednokrotnie poprawiała jej nastrój, nawet jeśli nie zamieniły zbyt dużo słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzucając ostatnie spojrzenie na salę, zauważyła mężczyznę, który z pewnością nie należał do personelu. Wydawał się rozkojarzony. Przypomniała sobie, że to ten sam jegomość, którego obsługiwała kilkukrotnie i który nie szczędził grosza na drinkach. Zamienili kilka słów, jednak nie mogła sobie przypomnieć jego imienia. Czy w ogóle się przedstawiał? Czemu nie zauważył Bena i jego kolegów, którzy kolejno żegnali się z gośćmi? Do jej wspomnień wkradła się długonoga brunetka w czerwonej sukience pasującej do jej ognistych ust, która niedawno wychodziła z toalety i która spędziła z tym mężczyzną większość czasu. Czy to ona była powodem jego roztargnienia?
      Poprawiając plecak, podeszła do niego.
      ― Przepraszam, ale już zamykamy ― oznajmiła. ― Właściwie zamknęliśmy dziesięć minut temu, nie zauważył pan? W każdym razie... Muszę pana prosić o opuszczenie klubu. Ochroniarze nieprzychylnie patrzą na gości po godzinach.

      [Doszłam do wniosku, że przed całą akcją mogą sobie porozmawiać, a Izzy dotrzyma Alexowi towarzystwa podczas palenia. Załóżmy, że razem wyjdą na zewnątrz. c: Aha, i nie przejmuj się długością tekstu, jeśli długość jest dla Ciebie jakimś problemem. Czasami się rozpiszę o dupie Maryni.]
      Izzy

      Usuń
  13. Szczerze mówiąc nie bardzo starała się rozgryźć Alexa. Wiedziała, że w sytuacji kryzysowej (np. wtedy, gdy rozsadziła kran) może zapukać i powiedzieć w czym problem, a on przyjdzie i nowy kran zamontuje. Jak miał dobry humor to nawet napił się herbaty, ale bywały też dni, kiedy chyba nudziła się mu zabawa w fajnego sąsiada i mijał Keirę burcząc pod nosem niespecjalnie przyjemne dzień dobry. Kobieta szybko zauważyła, że Jones nie należy do najłatwiejszych ludzi na tej planecie, ale nie miała pojęcia jakie mogą być tego przyczyny. I niespecjalnie chciała ładować się z buciorami w życie ujmującego buca, którzy przy okazji był zlepkiem sprzeczności.
    Zupełnie nie widziała, że i ona była takim chodzącym paradoksem. Bo choć nie chciała nikomu w życie włazić, jakimś dziwnym trafem ostatnio ładowała się w sytuacje, które były co najmniej dziwnymi zbiegami okoliczności – jak na przykład to, że klęczała teraz przy kanapie, a Alexowi wywaliło bebechy niemalże na drugą stronę (a przynajmniej jej się tak wydawało). Nie miała pojęcia co jej sąsiad w ogóle o niej myśli, poza tym, że najprawdopodobniej ma ją za lekko szurniętą, jednocześnie niezwykle taktowną i momentami impulsywną, dość nudną sąsiadkę. Problem polegał na tym, że Keirze dużo łatwiej było trzymać język za zębami przed burzą. Zupełnie jakby z nową mocą objawiła się również moc ciętego jęzora.
    Spojrzała na niego uważnie, szybko analizując w głowie co powinna zrobić. Doszła do błyskawicznego, prawdopodobnie najmądrzejszego wniosku, że nie warto stawiać się facetowi, którego ktoś chwilę temu postrzelił. Sama miała już wystarczająco dużo na głowie, nie potrzebowała dodatkowych problemów. Nie miała pojęcia, że sama pomoc Alexowi, otworzy w jej życiu jakieś nowe drzwi, za którymi cholera wie co siedziało. Popatrzyła mu twardo w oczy, zaciskając zęby.
    - Panienki to są tam, gdzie można przypadkiem dostać kulkę. Rozumiemy się? – mruknęła równie nieprzyjemnie, ale odłożyła telefon. Jeszcze jakiś czas temu nic by mu nie odpowiedziała. Teraz, ciężko było ją wyprowadzić z równowagi, ale nie wahała się powiedzieć wprost, co jej się nie podoba. Panienkami mógł nazywać pierwsze lepsze dziewczyny, przebywające w jakichś podejrzanych miejscach. Wydawało się, że uniosła się teraz nieco honorem, ale prawda była taka, że była po prostu przerażona. Facet, któremu nie chciała pomóc na policji, zagroził jej, że zostanie właśnie jedną z jego panienek. Na szczęście nie miała teraz czasu o tym myśleć.
    - Wyskakuj z koszuli i połóż się – zarządziła, patrząc na niego uważnie spod zmarszczonych lekko brwi. Nagle poczuła, jakby byli sobie zupełnie obcy. Jakby oboje grali fajnych, normalnych sąsiadów, a teraz nagle stali się rzeczowymi, ostrożnymi nieznajomymi. Keira, wiedząc doskonale, że temperatura jej ciała jest sporo niższa od normalnej, przyłożyła mu delikatnie dłoń do czoła, licząc na to, że Alexowi nie przyjdzie do głowy wypytywać ją o to, gdy będzie mu dłubała w brzuchu. Poczuła, że jego czoło jest bardzo gorące, ale na jej wyziębione ciało nie miało to większego wpływu.
    - Nie gap się tak. Pomogę ci. Nie zamierzam o nic pytać – zapewniła go, choć tak naprawdę dbała teraz głównie o siebie. Nie chciała dociekać z obawy przed większymi kłopotami. Cofnęła dłoń i obiema rękoma wycisnęła czysty materiał z lodowatej wody. Zamierzała obmyć ranę, licząc na to, że nie będzie musiała niczego mrozić. Dotarło do niej, że mimo wszelakiej zadziornej sympatii, którą go darzyła, po prostu mu nie ufała. Z drugiej strony nie miała pojęcia, jak można wyciągnąć pocisk bez znieczulenia. Na razie skupiła się na obmywaniu rany.

    Keira

    OdpowiedzUsuń
  14. [Hej. Czy jest szansa byś napisała do mnie heretika.kain@gmail.com? Sprawa dotyczy seniora rodu Vibora.]

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Słysząc dzwonek, niechętnie podniósł się z kanapy i jednym ruchem przeczesał dłonią włosy, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy jakimś dziwnym przypadkiem nie zawędrowała do niego właśnie ta urodziwa sąsiadka z mieszkania pod nim. Nie racząc jednak nawet spojrzeć przez wizjer, otworzył drzwi i ku wielkiemu rozczarowaniu nie zastał tam widoku, którym mógłby nacieszyć swoje oczy. Westchnął, mrużąc lekko oczy i oparł głowę o drzwi.
    – A to całkiem niespodziewane... – Mógłby w tym miejscu nawet gwizdnąć z podziwu, ale zamiast tego uśmiechnął się dość ironicznie.
    Nie widział się z rodzeństwem od czasu tego nieszczęsnego dnia – nieszczęsnej roboty, nieszczęsnej kłótni i oczywiście nieszczęsnej burzy. Żadne z nich nie podjęło próby kontaktu, a to przecież nic dziwnego i można się po nich tego spodziewać. Jednak to, że Alex jako pierwszy zrobi coś takiego, to było niemalże nieprawdopodobne. Może i nie był skruszony, ani gotowy na bezpośrednie przeprosiny, ale prawie zbił brata z tropu. Aaron już zastanawiał się, czy jego urodziny były jedynym powodem, który przyprowadził pod jego drzwi Alexa, czy może tylko wymówką. Nie pytał jednak, wolałby dać tej kłótni po prostu rozwiać się na wietrze. Nie potrzebował uprzejmości i konwenansów.
    Odsunął się z przejścia i wyciągnął ramię w zapraszającym geście. Jego wygodne dresy, sprany podkoszulek i rozczochrane włosy mówił: "Wróciłem nad ranem, wstałem niedawno i dopiero co zjadłem śniadanie, oglądając wieczorne wiadomości", a ponadto kontrastowały z wyjściowym ubiorem brata.
    – Tequila? Jeszcze piñata i możemy urządzić zajebistą imprezę! – rzucił, idąc za nim w głąb mieszkania.

    birthday boy

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękujemy za miłe powitanie. c: Oj, zdecydowanie. Nic w nadmiarze nie jest dobre, o czym chyba wszyscy wiedzą.]

    Sarah Bodsworth

    OdpowiedzUsuń
  18. [Byłam ciekawa, kto napisze pierwszy komentarz... I mogłam się spodziewać, że tak będzie :D Cóż, synek będzie musiał się obejść bez dodatkowych koszmarów. Wiesz, nawet przez moment zastanawiałam się, jeszcze nad inną mocą, ale póki co... jest zajęta :/ Cóż. A teraz faktycznie, przejdźmy do omówienia wątku.]

    Antonio Vibora

    OdpowiedzUsuń
  19. [Powiem Ci, że ma to ręce i nogi. Nowo nabyty magazyn, w dokumentach obce nazwisko, a w środku może znajdować się coś interesującego, albo wręcz przeciwnie, ale wieści mogą nieść inną wersję... W końcu od niedawna panuje tam dziwny ruch i zamieszanie. Pozornie może być to łatwy łup. A tam o spotkanie łatwiej, bo Antonio czasem przesiaduje w czasowo prowizorycznie urządzonym biurze w pomieszczeniach na piętrze ze stalowej konstrukcji. A może też akurat przyjechać, gdy wszyscy inni magazyn opuszczają, czyli późnym popołudniem/nocą/wczesnym rankiem?
    No, naprawdę... ale żeby tak pogrzeb tatusia olać? :D]

    Antonio

    OdpowiedzUsuń
  20. W jego mieszkaniu wszystko miało swoje określone miejsce, a to, że na pozór coś leżało gdzieś, gdzie nie powinno się znajdować, było częścią zamysłu, ma się rozumieć. Starał się jednak nie wyrażać tej swojej artystycznej duszy poprzez rozrzucanie dookoła bielizny, tym bardziej damskiej... a o rozrzucaniu kobiet jak popadło już nie mówiąc.
    – Maggie, słonko, mamy gościa! – zawołał żartobliwie, przeczuwając wybujałe myśli starszego brata, a gdy ten zgromił go wzrokiem, dodał tylko: – Jest nieśmiała.
    Nie odezwał się pomocnym słowem, kiedy Alex otwierał większość szafek, a potem szuflad, zanim znalazł to, czego szukał. Gdy tamten wydał mu polecenie, westchnął lekko i zgarnął z kanapy czarne jeansy. Przewrócił oczami, wciągając spodnie, po czym podszedł do brata.
    – Kto by pomyślał, że jesteś taki sentymentalny. – Uśmiechnął się do niego, znacząco unosząc brwi, po czym chwycił pełny kieliszek i wypił szybko jego zawartość. Z brzękiem odstawił go z powrotem na blat i poklepał Alexa po ramieniu.
    W między czasie udał się do szafy, w poszukiwaniu jakiejś w miarę przyzwoicie wyglądającej koszuli, ale doskonale słyszał dalsze słowa swojego brata, które odrobinę zbiły go z tropu. Siostra była ostro wkurzona na nich obu, ale koniec końców foch by jej przeszedł i odezwałaby się do któregoś z nich, a najpewniej byłby to Aaron, jako że to on zawsze pobłażliwiej się z nią obchodził. Tyle że wcale się z nim nie kontaktowała. Przez moment przeszło go dziwnie nieswoje uczucie, trochę jakby już wtedy wiedział, że coś jest bardzo nie tak. Jednak jak to miał w zwyczaju, przybrał na twarz beztroski uśmiech i wrócił z wymijającą odpowiedzią.
    – Przejdzie jej niedługo – powiedział, poświęcając całą swoją uwagę na zapinanie guzików od koszuli. To, że dawało mu to wymówkę na unikanie badawczego wzroku Alexa, było mu tylko na rękę. – Jest taka sama jak cała ta rodzina, taka sama jak my. – Oparł się po drugiej stronie kuchennej wysypy i spojrzał na brata. – W końcu sama przyjdzie. – Zrobił najlepszą miną szczeniaczka, jaką tylko potrafił i natychmiast odszedł z pretekstem poszukania kluczy, telefonu czy innej pierdoły, a żeby nie oberwało mu się za tą ironiczną aluzję do obecnej sytuacji, w której się znajdowali.

    Ronnie

    OdpowiedzUsuń
  21. [O dziękuję, czuję się zaszczycona, że masz ochotę na wątek pomimo tego, że zwykle nie idą ci męsko-męskie. Ja tam takie lubię, więc może będę dobrym wprowadzeniem ;) Co do eksperymentów na ludziach muszę to na razie zostawić bez komentarza, ale napomknę może tylko, że nazwisko Cecila nie jest przypadkowe. Jeśli masz jakieś pomysły, bardzo chętnie ich posłucham, a jakże, może być negatywnie, pozytywnie, jak wolisz!]

    Cecil Hyde

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pewnie, że ma ręce i nogi i nawet mi się zdecydowanie podoba! Właściwie to przekonuje mnie ta opcja z rabunkiem, czemu nie. Cecil na pewno nie dałby mu wyjść z laboratorium z niczym, co do niego nie należy, nie zawahałby się poczęstować go jakimś wrednym wirusem, ale również by się nie zawahał odwrócić wirusa, gdy Alex pokazałby mu próbkę swojej mocy i zapewnił, że mogą się dogadać czy coś takiego. Hyde potrzebuje osób, na których mógłby poeksperymentować, w sumie w większości w pozytywny sposób, bardziej zależy mu na leczeniu niż zarażaniu, ale rozumiesz, do tego ktoś musi być chory... A szybsza regeneracja to wyższa szkoła jazdy, więc będą musieli zostać partnerami na dłużej ;)]

    Cecil Hyde

    OdpowiedzUsuń
  23. ( Byłabym zainteresowana przejęciem siostry, jeśli nikt mnie oczywiście nie uprzedził. W razie czego zostawiam tu swój kontakt: whitetaker1010@gmail.com :) )

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Ogromnie się cieszę, że siostrzyczka została zaakceptowana! Co do pomysłu... Niestety. Mam pustkę w głowie :< Pomyślałam jedynie, że Anastasia mogła kiedyś zostawić coś w mieszkaniu Alexa. Coś bardzo dla niej ważnego. Pod nieobecność brata mogła się włamać do jego mieszkania. Myśląc, że ma znacznie więcej czasu do jego powrotu]
    Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  25. [O manio, aż nie wiem co powiedzieć. Jedynie z czerwonymi rumieńcami mogę cicho szepnąć dziękuję i mieć nadzieję, że zaraz przestanę się uśmiechać sama do siebie bo jeszcze rodzina pomyśli, że coś ze mną nie tak. Widzę, że imiona dobrałam idealnie. Co do tytułu posta no to oczywiście nic tylko html. I tak tutaj coś było trudniej w ten cały tytuł ingerować, na innych blogach było łatwiej, ale zgaduję że po prostu tutaj szablon jest na tyle dopracowany, że trudno cokolwiek zmieniać. Jednak wpadaj na maila to podrzucę kodzik: pacynskajula@gmail.com. Rzeczywiście sama czekam, aż ktoś byłby chętny na niebezpiecznego pana z powiązań ale znając moje szczęście, jeszcze on sobie tam sam posiedzi. Ale akcji z tym panem mogłoby być sporo. Myślę zresztą, że w samych interesach nawet Alex i Lena mogliby jakoś na siebie wpaść. Moja pani mogłaby mu załatwić jakieś tabletki nasenne, albo zgłosiłaby się do Vibory po jakieś usługi. Ale to tylko takie gdybanie, do niczego nie zmuszam, jednak serdecznie zapraszam w razie chęci.]

    Elena Belorusova

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Dobra, powiedzmy, że Nast mogła polecieć na te oczka, w końcu jest kobietą i musi mieć jakieś swoje słabości. Tylko teraz pytanie od czego właściwie mam zacząć?]
    Siostra

    OdpowiedzUsuń
  27. [Pewnie, możemy pokombinować, szczególnie, że chyba nawet by nie trzeba tyle zmieniać w ewentualnym wątku? To znaczy wciąż mógłby chcieć coś ukraść ze szpitala (czy nie?), Cecil wciąż mógłby go przyłapać, ale że Alex potrafi hipnotyzować, pewnie musiałby się bardziej postarać, żeby mu przeszkodzić, to też baardzo zajmująca moc, mam nadzieję, że będzie Ci lepiej służyć i milej prowadzić z nią postać ;)]

    Cecil Hyde

    OdpowiedzUsuń